Kawa o smaku miłości

Kawa o smaku miłości

Muszę pochwalić mojego męża. A raczej prezent od niego.

Moje urodziny zbiegają się ze świętami, więc dla rozłożenia budżetu mąż daje mi prezent urodzinowy dużo wcześniej - miesiąc, czasami nawet dwa. Tym razem okazję stworzyły mu dwie okoliczności - odpowiedni asortyment w sklepie i możliwość spełnienia mojego marzenia.

Dla jasności - mój mąż nie ma ani krzty romantyzmu w sobie. Wparował parę dni temu po pracy do domu i rzekł "Ubieraj się. W Lidlu widziałam fajny ekspres do kawy - kupię ci na urodziny". Jakkolwiek by te słowa nie zabrzmiały to ich znaczenie wprawiło moje nogi w tupot radości jak u nastolatki. Okazało się, że to chodliwy towar i dostaliśmy go dopiero w trzecim z kolei odwiedzonym Lidlu. Do tego dokupił jeszcze worek dobrej kawy i młynek do jej mielenia. Można by pomyśleć, że sam na tym skorzysta. Tylko że on nie jest kawoszem - pije kawę może raz na miesiąc. Teraz pewnie trochę częściej, bo ta maszyna robi naprawdę dobrą kawę.

A ja nie muszę już tylko marzyć o dobrej kawie z pianką, gdy zapragnę jej  o godzinie 22. Mogę po prostu wstać i ją sobie zrobić. I smakuje pysznie. Bo smakuje miłością. I spełnionym marzeniem.

Pierwszy rok mojego macierzyństwa

Pierwszy rok mojego macierzyństwa

Zabieram się do tego wpisu już od dobrych kilku dni i przez to nie wrzucałam nic innego. Ciągle coś zmieniam, dodaję, usuwam czasem niektóre zdania, a czasem całe akapity. Poza tym co napisać, zastanawiałam się jak to przekazać. Koniec końców uznałam, że napiszę to tak po prostu. Tak było i jest.

Moje macierzyństwo oficjalnie zaczęło się pewnej listopadowej soboty, choć w zasadzie czułam się matką już znacznie wcześniej. Późnym wieczorem, po "odrobinie" wysiłku zobaczyłam tak długo wyczekiwany czarny łepek na moim brzuchu. Usłyszałam pierwszy płacz i hasło pielęgniarek "2840 gramów i 10 na 10 punktów". Doskonale pamiętam, co wtedy czułam. Nie była to wcale wielka radość, fala miłości czy super szczęście. Cieszyłam się bardzo, że wszystko poszło zgodnie z planem, ale główne uczucie jakie mi towarzyszyło to ogromna ciekawość. Ciekawość tego, co będzie dalej.



Następnego dnia przyszła ekscytacja - to naprawdę się wydarzyło! Ona jest już tutaj ze mną. Jest śliczna i grzeczna. Od tej pory zaczęły się pierwsze wyzwania dla świeżo upieczonej mamy.

Pierwsze przewijanie. Przed porodem, zastanawiałam się, czy będę potrafiła tak małe i delikatne stworzenie pielęgnować tak, żeby nie zrobić mu krzywdy, choć wiele małych dzieci już w swoim życiu "przerobiłam".  Jednak gdy tylko musiałam to zrobić to doskonale wiedziałam jak, co i gdzie. Po prostu to czułam. Czy to instynkt?

Pierwsze karmienie. Nie było łatwo - próbowałam ją przystawiać do piersi, ale niekoniecznie potrafiłyśmy się zgrać i nic z tego nie wychodziło. Dopiero po ok. 20 godzinach od porodu, gdy przyszła położna na wieczorne kąpanie niemowląt, pokazała co jak, żeby dziecko załapało. No i udało się! Odrobinę bolało, ale byłam zadowolona, że opanowałyśmy tę sztukę, bo bardzo zależało mi na karmieniu piersią. 

Na oddziale nie mogłam specjalnie pospać. Razem ze mną w pokoju były 4 inne kobiety z noworodkami, które jak to noworodki często płakały. Jak tylko przysnęłam to zaraz budziłam się sprawdzić, czy to moje dziecię tak płacze. Ale nie - ona płakała tylko przy tym jak ktoś ją budził do kąpieli czy przewijania. Budziła się też czasem jak przyjechał nas odwiedzić tatuś.

Pierwsza wyprawa - podróż do domu. Milion myśli - czy spodoba jej się łóżeczko? Czy wygodnie będzie jej w rożku? Czy na pewno mamy wystarczającą ilość pieluszek tetrowych? Czy będzie ciągle płakać?

Tak wyglądały początki. Muszę przyznać, że pierwsze 4 miesiące były naprawdę... łaskawe. Młoda mogłaby cały czas spać, a ja musiałam przez pierwszy miesiąc nastawiać budzik co 3,5h, żeby ją obudzić do przewinięcia i nakarmienia. Pamiętam jak dziś, kiedy przychodziła ta pora wybudzania i mąż próbował robić to delikatnie mówiąc do niej "Halo panienko. Budzimy się. Pora wstawać. Haaaaloooo - jedzonko czeka".  Jak to wspominam to wydaje mi się to mega zabawne :)  Karmienie piersią szło nam gładko - czułam trochę bólu tylko przez pierwszych 4-5 dni, a później sama przyjemność. No i ważna rzecz - gdy przestałam ją wybudzać przesypiała caluśką noc. Nawet nie wiem kiedy, spłynęła na mnie wielka fala miłości.




Później w ciągu dnia zaczęła być bardziej czujna i wymagająca. Trzeba było się przestawić. Bardzo intrygujące było nabywanie nowych zdolności - pierwsze łapanie zabawek w dłonie, wydawanie nowych dźwięków, nowe miny. Gdy miała 6 miesięcy przyszedł czas na pierwsze wakacje nad morzem. Niestety raczej jej się nie podobało - dużo jeżdżenia, spanie w innym miejscu, ciągle chodzenie, jeżdżenie i zwiedzenie. Nawet nie wiedziałam, że potrafi tak marudzić. Po powrocie do domu czuła się naprawdę szczęśliwa.



 Tyle że od tego czasu trochę się "spsuła" - zaczęła się budzić 3-4 razy w nocy na jedzenie. Po kolejnym miesiącu potrafiła się obudzić o 4 lub 5 rano i nie spać 2-3 godziny. Masakraaaaaaa. A było milion potencjalnych powodów takiego zachowania - pierwszy ząbek, rozszerzenie diety, skok rozwojowy, letnie upały...

W tak zwanym międzyczasie przybywały kolejne zdolności - samodzielne siedzenie, jedzenie, pierwsze "tata" i pierwsze "mama". Pokazywanie "jaka jestem duża" i kręcenie głową i mówienie "nie, nie, nie!". Szczerze, to zawsze jak z nią przebywam to mogę na nią patrzeć i ciągle się jarać jaka ona jest fajna. Będąc pewnego razu u pediatry dowiedzieliśmy się, że jest emocjonalnie i psychicznie dojrzalsza, niż wskazywałby jej wiek. Pomyślałam sobie wtedy - geny. Tylko potem przypomniałam sobie, że fizycznie jest raczej do tyłu - jak na 10cio miesięczne niemowlę, które jeszcze samo nie siada, nie raczkuje i dopiero zaczyna pełzać to średnie osiągnięcie. Butelkę z piciem też potrafi sama złapać, ale po co, jak ktoś może ją przytrzymać pod nosem. Lenistwo i tyle. I to niestety też geny. 



Jakieś 3 tygodnie temu trochę musztrowania i trochę chęci i nasza gwiazda zaczęła siadać. Teraz coraz częściej próbuje się podnosić, ale choć nie jest ciężka to tego tyłka nie potrafi unieść. Wciąż nie raczkuje, ale porusza się w ciekawy sposób - na pupie. Jak mały orangutan. 



Aż ciężko uwierzyć, że za parę dni będzie obchodzić swoje pierwsze urodziny. Tak to szybko minęło. Muszę przyznać, że macierzyństwo to niesamowita sprawa. Jest to ciężki kawałek chleba - tyle trosk, bóle brzuszka, każde szczepienie, wychodzące ząbki, uderzenia główką we wszystko... To jednak ten uśmiech, spojrzenie i gaworzenie sprawia, że to sama przyjemność. Gdybym mogła krótko podsumować macierzyństwo do tej pory to napisałabym, że spodziewałam się dużo większych trudności. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że małe dziecko - mały problem, duże dziecko... Wiecie sami o co chodzi ;-) Trzeba jednak żyć trochę tą chwilą, bo zaraz zostaną po niej tylko zdjęcia. 

Aha! Od ponad tygodnia ponownie przesypia całe noce >>odpukać w niemalowane<<.




Aliexpress haul #2

Aliexpress haul #2

No tak... Pokazywałam jakiś czas temu moje perełki z Aliexpress i obiecałam sobie, że następne zakupy będę już przedstawiać na bieżąco. Jednak jak to zwykle bywa... Nazbierało się tego, więc zapraszam na porządną dawkę chińskich zdobyczy.




1. Ubrania i dodatki

Portfel damski



Skusiłam się, bo opinie były bardzo pozytywne. Nie zawiodłam się, bo portfel jest bardzo dobrze wykonany, mały i zgrabny tak jak lubię. Nie używałam go jednak, z prostego powodu - nie mieści mi się do niego dowód rejestracyjny, który posiadam od niedawna. Na pewno przesiądę się do niego przy okazji jakiejś imprezy, gdzie torebka również będzie mniejsza :)

Link: http://bit.ly/2zJym1K

Wkładki do butów




Na okazyjne wyjścia, gdzie trzeba założyć okazyjne obuwie, które przy każdej takiej okazji mnie obcierają. Jeszcze nie używałam, ale głęboko wierzę w to, że pomogą

Link: http://bit.ly/2zGuxwr

Szalik




Cienki, ale bardzo ciepły. Chciałam coś, czym mogłabym się owinąć i to doskonale się sprawdza. Teraz chciałabym coś jeszcze większego, co mogłoby posłużyć mi za coś a'la ponczo.

Link: http://bit.ly/2if3fU3

Koszula



Dokładnie ta sama, którą pokazywałam ostatnio. Sprawdziła mi się, więc dokupiłam jeszcze jedną. A że 11.11 była wielka promocja, to czekam na jeszcze jedną :D

Link: http://bit.ly/2jrtB98

2. Kosmetyki i akcesoria 

Pędzle




Raz kupiłam tak tanie, ale tak super dobre pędzle na Ali, że chciałam to powtórzyć. Niestety nie udało się - kupiłam zestaw, który praktycznie na nic się nie przyda. Czasem może awaryjnie, ale mimo wszystko żałuję. Są twarde, sztywne i do d...

Link wygasł (na całe szczęście)

Krem na rozstępy




Pisałam Wam o nim w ostatnim kosmetycznym haulu zakupowym. Krem podobno działa cuda na świeże, czerwone rozstępy. Wiedziałam o tym przed zakupem. Byłam tak zachwycona recenzjami, ze kupiłam dwie sztuki. Pewnie tylko po to, żeby sobie na nie popatrzeć, bo nie mam rozstępów. Nie wiem, skąd wówczas takie zaćmienie umysłu, ale będę musiała poszukać jakiejś potrzebującej duszy na ten specyfik.

Mój link wygasł, tutaj inny: http://bit.ly/2zB4Mhr

3. Dekoracje 

Lampki led





Myślałam, że nie dojdą, bo czekałam na nie wieki. Kupiłam w dwóch wersjach - światło ciepłe i zimne. Trzeba tylko wtyknąć do wejścia na usb, ale światełka są naprawdę ładne i te ciepłe chyba powędrują na choinkę. Być może ładnie będą też wyglądać w tle zdjęć.

Link (moja wersja była bez pilota): http://bit.ly/2jrwB5o

Balony






Zamówione dawno temu, żeby mieć pewność, że będą na czas. Użyję ich dopiero za kilkanaście dni, więc pokazuję jeszcze takie płaskie i nienadmuchane. Jestem bardzo ciekawa jak będą wyglądały w swej pełnej krasie i na pewno tym się z Wami podzielę.

Link do jedynki: http://bit.ly/2AFCHm3

Link do zestawu balonów: http://bit.ly/2iWw7jt

Kolorowe słomki




Słomki jak słomki - ładne, porządne i będą pasowały do motywu przewodniego na Roczku.

Link: http://bit.ly/2zKM0lm


To na tyle :) Czekam jeszcze na 3-4 rzeczy z kategorii głównie kosmetycznej. I na pewno Wam je pokażę!

Dajcie znać o Waszych ostatnich chińskich zakupach. A może jeszcze nie próbowałyście zakupów na Ali? ;)

Najnowsze zakupy pielęgnacyjne

Najnowsze zakupy pielęgnacyjne

Ostatnio opisywałam swoje pierwsze blogowe  denko. Czuję się rozgrzeszona, więc spokojnie mogłam pozwolić sobie na uzupełnienie zapasów. A i możecie zobaczyć, że wiele produktów kupiłam ponownie, więc naprawdę są w mojej ocenie godne polecenia.

Gotowe? No to zaczynamy!


Zacznijmy od Lidla, czyli płatki kosmetyczne, które zawsze kupuję - marka Cien się tutaj spisuje. Płatki są duże, nie rozwarstwiają się, ale nie są też zbyt cienkie. Regularnie ładuję je do koszyka przy okazji zakupów spożywczych.


Jakiś czas temu opisywałam Wam wszystkie moje produkty do włosów. Niedawno moja mała kolekcja powiększyła się o szampon do włosów zniszczonych Cien. Koleżanka polecała ten szampon, bo jak za 4 złocisze naprawdę robi robotę, a ja przestanę podkradać szampon mężowi. 

 
Wcześniej się z tym nie spotkałam, ale w Lidlu pojawił się mój ulubieniec - płyn micelarny Garnier, na dodatek w dwupaku. Mój aktualny zbliżał się niebezpiecznie do rezerwy i zaczęłam się zastanawiać, czy zdążę załapać się na promocję, która od czasu do czasu pojawia się w Rossmannie na ten produkt. Dwupak w Lidlu wyszedł cenowo tak jak ta promocja, więc problem mam z głowy, a i przygotowana jestem na zapas.



Suchy szampon Batiste, wersja zapachowa Sweetie. Ostatnio dużo o nim i u mnie i wszędzie indziej, więc nie ma co się rozpisywać. To moja kolejna butla.


O poniższym żelu pisałam ostatnio, że jestem uzależniona od jego zapachu. I taki jest właśnie żel oczyszczający Liście manuka z Ziaji. Kupuję go na okrągło i nie wiem, czy kiedyś przestanę.


Latem jakoś nigdy tego nie robię, ale na jesień się staram. Mowa o znienawidzonym przez większość balsamowaniu. A że balsamu było mi brak, capnęłam jeden bez pomyślunku w drogerii. Trafiło na serum wyszczuplające z Eveline. Zależało mi na balsamie bez efektu termicznego (rozgrzewanie lub chłodzenie) i myślałam, że taki właśnie jest ten balsam, jednak musiałam czegoś nie doczytać. Z dwojga złego już lepiej, że chłodzi, bo tych rozgrzewających nie lubię.


I na koniec moja największa wtopa - krem na rozstępy Pasjel. Jest to hit z Aliexpress, czyli kosmetyk prosto z Chin. Wiele osób tak go zachwalało, że świetnie niweluje czerwone, świeże rozstępy, więc kupiłam dwa opakowania. Dopiero jak do mnie przyszły to doszło do mnie, że ja przecież nie mam takich rozstępów... A zawsze wydawało mi się, że jestem odporna na sugestie. Chyba się starzeję. Pozostałam więc z dwoma nieotwieranymi nawet opakowaniami kremu, które walają się w szufladzie. Będzie trzeba go odsprzedać lub sprezentować komuś w potrzebie.


Dodam tylko, że powyższe zakupy to nie jednorazowy strzał, tylko produkty kupowane wraz z zaistnieniem potrzeby (no poza tym ostatnim...).

Mieliście któreś z tych produktów? Jak sprawdzają się u Was?
Męskie nuty, czyli czym pachnie mój mężczyzna

Męskie nuty, czyli czym pachnie mój mężczyzna

Jakiś czas temu napisałam post o moich zapachach. Wspominałam tam, że większość moich perfum dostałam w prezencie i w zasadzie pomyślałam, że mój mąż ma tak samo ze swoimi zapachami. Dzisiejszy post można zatem potraktować za delikatną wskazówkę co można kupić panom np. na zbliżające się święta.



Opis zacznę od tych perfum, które najbardziej mi się podobają.

Calvin Klein Obssesion

Piękna, obła buteleczka, która z drugiej strony jest mało praktyczna, gdyż średnio uchwytna. Zapach za to wynagradza wszystko. Jest bardzo intensywny, delikatnie słodkawy. Posiada takie nuty zapachowe jak bergamotka, mandarynka, szałwia, lawenda, ambra, wanilia, gałka muszkatołowa, a całość przypomina mi taki uwodzicielski zapach cynamonu.  Na moim mężu są bardzo zniewalające i nawet jeśli pokropi się nimi rano to potrafi nimi pachnieć jeszcze do następnego poranka. Jest to już 3 butelka, którą mu kupiłam i na pewno będę dbała o to, by mu ich nigdy nie zabrakło :)


Hugo Boss XY

Prosta nazwa tak samo jak proste i nieskomplikowane jest opakowanie. Zapach jest słodki i kwiatowy, ale dość lekki, z powiewem świeżości. Nuty zapachowe jakie tu znajdziemy: liczi, mandarynka, pomarańcza, czarna porzeczka, ryż basmati, arabski jaśmin, róża, drewno sandałowe, ambra, piżmo. Mąż wspominał kiedyś, że poza Obssesion te perfumy są jego ulubionymi, a od lat ich nie używał. Dostał je zatem od żonki na tegoroczne urodziny :) Nie stałoby się tak, gdyby nie przypadły mi do gustu, bo umówimy się - chcemy jednak, żeby nasz pan pachniał ładnie, żeby nic nas nie drażniło przy tuleniu się.



Calvin Klein Truth

Ciekawy kształt butelki w formie pochylonego trapezu. Zapach jest lekki i świeży, bardzo uniwersalny, nienachalny. Idealny na co dzień. W nutach zapachowych znajdują się: bazylia, kardamon, czerwony cedr, biała paczula, jaśmin, owoce cytrusowe, piżmo, wacapou. Moim zdaniem to taki zapach w stylu ni grzeje, ni ziębi. Nie przeszkadza mi, ale nie wywołuje u mnie takie ekscytacji jak dwa powyższe. Na pewno znajdzie swoich zwolenników, a i myślę, że to bardzo bezpieczny wybór na prezent.



Lanvin Oxygene Homme

Butelka jest bardzo wąska i wysoka. Zapach na początku jest bardzo mocny i alkoholowy, dość długo trzeba czekać, aż dojrzeje na ciele, ale z czasem staje się bardo rześki, ale intensywny. Nuty zapachowe to między innymi kolendra, cyprys, jagody jałowca, cedr, białe piżmo. Dla mnie jest zbyt nachalny, narzucający się. Na pewno nada się dla aktywnych mężczyzn, bo tak się właśnie kojarzy, jednak nie pasuje mi on do końca.




To tyle z głównej kolekcji mojego ukochanego. Bardzo lubię, gdy mężczyźni ładnie pachną, zwłaszcza, jeśli mają zapach charakterystyczny dla siebie.

A Wy? Kupujecie perfumy swoim mężczyznom lub rodzinie i znajomym?
Denko #1 Inglot, Ziaja, Batiste, Evree, Nivea, Cien, Perfecta, Rival de Loop

Denko #1 Inglot, Ziaja, Batiste, Evree, Nivea, Cien, Perfecta, Rival de Loop

To już czterdziesty post na tym blogu - ale to zleciało. Myślę, ze to idealny czas, aby pokazać moje zdenkowane produkty, których wcale tak dużo nie ma.



1. Krem pod oczy Rival de Loop


Krem ten kupiłam w ostateczności, bo potrzebowałam nawilżenia miejsca pod oczami, a nie miałam czasu na reserch. Co mogę o nim napisać? Szczyt nawilżenia to nie był, ale lepiej było nałożyć ten krem niż nic.

NIE KUPIĘ PONOWNIE

2. Krem nawilżający Cien


Pisałam już o nim w poście o kremach nawilżających i przeciwzmarszczkowych Cien. Nie był zły, jednak w kwestii nawilżenia w podobnej cenie póki co klasyczna Nivea wygrywa.

NIE KUPIĘ PONOWNIE

3. Peeling drobnoziarnisty do twarzy Perfecta


Do mojej suchej, naczynkowej cery sprawdził się dość dobrze. Stosowałam go głównie pod prysznicem i jeśli nie znajdę nic lepszego na pewno do niego wrócę.

MOŻE KUPIĘ PONOWNIE

4.  Peeling cukrowo-solny Evree



Wygładzenie, zmniejszenie cellulitu, ujędrnienie... Bla bla bla. Poza tym, że ładnie pachnie to nic nie robi. Nie da się nim wypeelingować, bo pod prysznicem po minucie drobinki od razu się rozpuszczają.  Jak widzicie, wyrzucam go z jeszcze odrobiną produktu, bo tak mnie wkurzył.

NIE KUPIĘ PONOWNIE

5. Żel do twarzy Liście manuka Ziaja


W tym żelu jest pewien fenomen, bo to chyba moje 4 opakowanie, mam już kolejne, choć zupełnie nie jest on dedykowany do mojego rodzaju cery. Myję nim twarz kilka razy w tygodniu (nie codziennie) i nie robi mi żadnej krzywdy. Jego zapach jednak tak zniewala, że kupuję go ciągle i ciągle.

KUPIĘ PONOWNIE

6. Suchy szampon Sweetie Batiste


Zauważyłam, że ostatnio często pojawia się w denkach u innych dziewczyn. I wcale się nie dziwię - ze wszystkich suchych szamponów Batiste sprawdza mi się najlepiej i ze wszystkich jego zapachów, jakie do tej pory miałam ten podoba mi się najbardziej. Czeka już na mnie nowa buteleczka :)

KUPIĘ PONOWNIE

7. Antyperspirant w kulce Invisible black&white Nivea


Mam z tej kategorii swojego ulubieńca z Ziaji - ten stosowałam, bo akurat dostałam, gdy poprzedni się skończył. Jest całkiem niezły, działa jak powinien i jeśli nie będę miała dostępu do Ziaji to ten będzie w rezerwie.

MOŻE KUPIĘ PONOWNIE

8. Cienie do powiek 373, 363 i 393  Inglot



Moje pierwsze cienie z Inglota, nie pamiętam już ile lat mają :) Kolory: biały matowy, chłody brązowy matowy i wykończony do cna delikatny, cielisty z drobinkami. Wszystkie dobrze mi się spisały, jednak dlatego ostatniego mam dużo zastępców, ale pozostałe dwa będę chciała kupić raz jeszcze, bo to idealne cienie na co dzień.

KUPIĘ PONOWNIE 


A jak tam Wasze denka? Kontrolujecie ilość zużytych kontra ilość nowo kupionych kosmetyków? :)

Copyright © 2014 Paulenta - Subiektywny blog kobiecy , Blogger