Lęk przed prowadzaniem auta | Muzyczny kalendarz adwentowy #6 i #7

W ostatnim poście pisałam o powrocie do pracy po urlopie macierzyńskim. Ujawniłam swoje obawy co do konieczności dojeżdżania do firmy samochodem, bo choć prawo jazdy mam już od przeszło 8 lat, to jedyne moje doświadczenie w kierowaniu sprowadzały się do jazdy późnym wieczorem / w nocy i na bardzo krótkich dystansach (max. 15 km). Z czasem, gdy tylko nadarzały się okazje, nie chciałam prowadzić. Po tak długim czasie przestałam mieć do siebie zaufanie i po prostu zaczęłam się bać, zwłaszcza przy większym ruchu.

Choć od 3 lat mieszkam na wsi, gdzie komunikacja miejska jest wiadomo jaka, to miałam do pracy, lekarza i sklepów bardzo blisko piechotą. Od roku mieszkam na jeszcze większej wsi, gdzie nie ma praktycznie nic, ale dojazd do pracy rowerem to chwilka, a zimą można byłoby się przemęczyć busem. Okazało się jednak, że w trakcie mojego urlopu macierzyńskiego firma, w której pracuję, zmieniła siedzibę. Też niedaleko, ale już brak jakiekolwiek połączenia komunikacyjnego oraz dogodnej trasy rowerowej sprawił, że auto stało się koniecznością.

Na początku byłam zła. Nie dość, że trzeba kupić samochód, co jest dużym wydatkiem, to jeszcze koszty utrzymania nie są małe. Kwestię mojego strachu stawiałam na drugim miejscu, bo skoro jeździć trzeba to trzeba - miałam nadzieję, że wraz z doświadczeniem strach będzie malał. I tak faktycznie jest, choć wiem, że dobrym kierowcą nie jestem i nigdy nie będę, bo po prostu tego nie czuję.



Jak to mówiła moja instruktorka nauki jazdy - prawo jazdy jest dla każdego powszechnego zjadacza chleba. Większość osób prowadzi samochód i patrząc na nich nie mam wrażenia, aby ktokolwiek bał się jeździć autem albo miał jakiś problem z jeżdżeniem. Fakt - są ludzie, którzy jeżdżą mniej lub bardziej bezpiecznie, lepiej mają opanowany pojazd lub gorzej, ale to wygląda tak naturalnie jak jazda rowerem. W tym momencie zastanawiam się co jest ze mną nie tak. Wsiądę w samochód i powiem sobie, że przecież to nic takiego. W końcu zdałam to prawko, znam zasady ruchu drogowego, wiem jak zmieniać biegi. Wchodzę w samochód i panika. Lewa noga drży, serce kołacze. W głowie mam milion scenariuszy, które mogą się wydarzyć po drodze - pieszy zajdzie mi drogę, ktoś wyjedzie mi przed maskę, cofając nie zauważę i uderzę w inne auto, nie zmieszczę się na miejscu parkingowym (a weszłyby 3 ciężarówki), będę za wolno jechać i mnie strąbią... I odechciewa mi się wszystkiego.

Znam pojedyncze osoby, które mają podobną fobię i nie rozumiem ich tak samo jak nie rozumiem siebie. 

Im dłużej jeżdżę tym strachu jest trochę mniej, ale za każdym razem, gdy wychodzę rano do pracy, wieczorem z niej wracam, muszę jechać z Młodą do lekarza lub do sklepu po bułki wciąż nie czuję się pewnie i komfortowo.

Nie hejtujcie mnie za to, bardzo proszę.

 Poradźcie lepiej jak sobie z tym poradzić? Ile jest osób z taką ułomnością? 


No dobra, to teraz nadrabiamy piosenki świąteczne :)  

Dzisiaj na przystawkę trochę tematycznie - "Driving home for Christmas" Chris Rea:


 Utwór z 1986 roku, a inspiracją do jej powstania był korek samochodowy, w którym utknął autor tekstu wraz z żoną. Tekst tej piosenki powstał dużo wcześniej, zanim została nagrana. 

A na deser - Frank Sinatra i "Jingle Bells". I tu chyba nie trzeba nic więcej pisać:) 


 

10 komentarzy:

  1. Kwestia praktyki. Musisz dużo jeździć.
    Myślę, że wbrew pozorom sporo osób ma tak jak ty, przynajmniej na początku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tu nie ma za co hejtować tylko gratulować przełamywania strachu. Miałam straszny problem ze zdaniem prawa jazdy, był płacz itd. ale mój mąż wspierał mnie i kilka sytuacji podbramkowych zmobilizowały do zdania prawa jazdy. Do tej pory pamiętam swój strach jak miałam za pierwszym razem sama pojechać swoim samochodem, ale się przełamałam i pamiętam swoją dumę. Sądzę, że z czasem strach będzie mijał. Uważam, że lepiej się trochę bać aniżeli być zbyt pewnym siebie, bo to naprawdę może nas zgubić. Moja koleżanka np. zdała za pierwszym rzem prawko i przez to uważała, że jest super kierowcą. Po dwóch miesiącach rozwaliła samochód swojej siostry. Chodziła potem w kołnierzu ortopedycznym, a samochód był do kasacji. Tak więc, nie przejmuje się jakimiś debilami, którzy trąbią. Z czasem strach będzie mniejszy. Najważniejsze to się nie poddawać i szkolić swoje umiejętności :) Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje słowa są bardzo pokrzepiające. Mam nadzieję, że się wyrobię ;) choć dziś mnie strąbili za to, że nie chciałam wymusić przejazdu na autach z drogi z pierwszeństwem...

      Usuń
  3. Nie jesteś sama kochana! <3 Też tak mam i nie znoszę jeździć autem. Zawsze mam tremę, nie umiem parkować, nie ogarniam przestrzeni wokół mnie, gdy jestem w samochodzie i ogh! ;D Też mam nadzieję, że z czasem, gdy prowadzę i nabieram doświadczenia jakoś to minie. Dwa dni temu dla przykładu przebiłam oponę... a nigdy! Nigdy mi się to nie zdarzyło ;D Zawsze są jakieś niespodzianki ! ;o
    życzę Ci wytwałości i cierpliwości, ;) Jednoczę się razem z Tobą ! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Wbrew pozorom bardzo dużo osób tak ma, w tym również ja =) Według opinii mojego faceta, który zmusza mnie do obycia się z tym czterokołowym potworem wcale nie jeżdżę tak źle, tylko po prostu brak mi wprawy. Jednak jak słyszę te jego marudzenie na innych kierowców, że wolno, że nie tak, że ileż można czekać i pomyślę, że na mnie jęczeliby tak samo to skutecznie mi się odechciewa ćwiczyć =)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie mam właśnie prawo jazdy, próbowałam robić ale zrezygnowałam. Jakoś mi nie szło, strasznie się denerwowałam. Może kiedyś jeszcze raz spróbuję .

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie wyobrażam sobie funkcjonować bez auta. Na prawdę, wiele mi pomaga i ułatwia :)

    www.wkrotkichzdaniach.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. Umiejętności i pewność za kółkiem to kwestia czasu. Sama mam prawo jazdy od 3 lat i choć kocham jeździć to na samym początku mojej przygody bardzo bałam się skrzyżowań, rond - miałam przypadek na jazdach (na samą myśl o moim instruktorze aż mnie wzdryga!), że zbyt późno podjechałam na pas i zostałam zwyzywana przez mojego instruktora - wiadomo, nic się nie stało, jednak ta niechęć i strach pozostał, na szczęście do pewnego czasu. Jedyny sposób aby przestać się bać prowadzić to właśnie.. jeździć. I jakkolwiek to brzmi, to wszystko przychodzi z czasem. Potrenuj to co Cię trapi, może z inną osobą będziesz czuła się pewniej, a może sama, jak w moim przypadku. Rezygnacja z jazdy to chyba najgorszy sposób na pokonanie tych fobii.
    Obserwuję i miło mi się Ciebie czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Długo się bałam jeździć, a teraz to mogę jechać nawet na koniec świata.

    OdpowiedzUsuń
  9. Niestety znam problem. U mnie pomogło kupno swojego auta z automatyczną skrzynią biegów i częste jeżdżenie :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Paulenta - Subiektywny blog kobiecy , Blogger